Blog założył i prowadzi Andreas Faust w celu znalezienia ujścia dla swej pasji grafomaństwa.
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 32, w którym Aleksandra zaczyna pisać bloga.

Nie ma co owijać w bawełnę i trzeba umieć się przyznać przed samym sobą. Dawno nie ucieszyła mnie tak żadna wiadomość, jak ta o powstaniu bloga Pani Aleksandry:

http://succuba.blox.pl/html

Zacznę od tego, że mam zaszczyt autorkę znać i od czasu do czasu wymieniam z nią poglądy. A nie jest to łatwe, bo jako przeciwnik w dyskusji jest nieubłagana. Nie dość, że Bestia jest piekielnie inteligentna, to jeszcze oczytana. A na dodatek ma charakter i to taki, którego pozazdrościłby Jej niejeden Wielki Wódz Narodu. Mam dziwne przeczucie, że skoro teraz wzięła się za pisanie to łatwo się nie podda (a na dodatek będzie się działo! Oj, będzie!).

Jestem świeżo po przeczytaniu pierwszego wpisu i do razu widzę, że Autorka zabrała się do sprawy z właściwą sobie… hymmm… subtelnością. Nie mniej ni więcej, tylko omówiła temat głupoty posiłkując się przykładami ze swojej własnej pracy zawodowej. Nie wiem, czy mam rację, ale zakładam, że tym samym potężny kij został brutalnie wetknięty w mrowisko. Choć z drugiej strony nie wierzę w to, że Autorka specjalnie przejmie się rekcją kolegów i koleżanek z pracy. Jestem przekonany, że będzie wręcz odwrotnie.

Jednak najważniejsze w całym tym wydarzeniu jest to, że powstał blog z pewnym przekazem. Ktoś może powiedzieć, że to jedynie kolejna osoba chce uprawiać swego rodzaju ekshibicjonizm emocjonalny i wypisywać o tym, jakie emocje nią targają. Cóż, ja jednak wolę czytać o emocjach, które wynikają ze sprzeciwu wobec wielu zjawisk obserwowanych na co dzień, niż chłonąć ekshibicjonizm emocjonalny wylewany na portalach społecznościowych. Wolę czytać o ciekawych przemyśleniach człowieka niż kontemplować zdjęcia jego pyzatych dzieci o zaślinionych twarzyczkach. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi czytanie o tym co dzieje się w głowie inteligentnego człowieka niż dowiadywanie się, gdzie ostatnio nurkował. Na szczęście w tym wielkim internetowym śmietniku dla każdego znajdzie się coś miłego.

Obiecuję, że zaglądać będę na bloga Aleksandry często i mam nadzieję na znajdowanie w nim wielu ciekawych impulsów do przemyśleń. Już po tym pierwszym wpisie przyszło mi do głowy, że Autorka łamie przyjętą wśród jej rówieśników modę. Nie oznajmia wszem i wobec, że ma wszystko w dupie – PO, PiS, prezydenta, Smoleńsk, krzyże, drugi filar, Balcerowicza, całą politykę itp. itd. Nie bawi się w tak powszechne tupanie nóżką i robienie fochów w stosunku do wszystkich i wszystkiego. Zamiast tego stara się zrozumieć i ocenić to co obserwuje. Zaprawdę rzadkie to zjawisko!

Niestety, najczęściej widzę, że ludzie w wieku Aleksandry wolą bezmyślny rechot i upajanie się oparami samozadowolenia. Wszystko w myśl zasady, iż to my jesteśmy niezwykle mądrzy (mamy magisterki napisane na prywatnych uczelniach), nie nosimy moherowych beretów i to nie nam trzeba zabierać dowód osobisty przed wyborami. Wystarczy wbić sobie do głowy kilka wytartych frazesów, złotych myśli życzliwie podsuniętych przez media i już można wypiąć swe cztery litery (opięte w modne spodnie) na cały świat. Można z głupkowatym wyrazem twarzy oznajmić, iż brzydzimy się wszystkim co wymaga odrobiny zaangażowania szarych komórek.

Trudno się dziwić, że młode pokolenie goniące za pieniędzmi i przyjemnościami życiowymi nie ma czasu na refleksje. Nie mam o to do nich pretensji a nawet bawi mnie czytanie zamieszczanych w Internecie skamlących deklaracji o buncie przeciwko wszystkiemu. Po prostu wiem, że trudno jest znaleźć czas na myślenie, gdy trzeba obejrzeć tyle seriali, przeczytać co tam nowego napisali w kolorowych czasopismach o życiu tzw. celebrytów. A na dodatek jeszcze umiejętnie wylansować się w środowisku. Uff, ileż to wszystko zajmuje czasu!

W efekcie rośnie nam społeczeństwo mistrzów ciętej riposty, którzy nie potrafią wyrazić w sensowny sposób swego zdania. Posługując się onomatopeją i slangiem budują komunikację opartą na obrazie – muszą modnie wyglądać, pokazywać się w znanych klubach i każdym posiadanym gadżetem udawaniać, iż odnieśli sukces. Biedacy, nie potrafią nawet uzasadnić z czego rechoczą, ani dlaczego wszystko mają w dupie, bo zwyczajnie brakuje im słów. Szczytem umiejętności komunikacyjnych tych żałosnych istot jest kliknięcie w „lubię to” na Facebooku. Wystarczy kliknąć i już po sprawie, bo na szczęście nie trzeba nic mówić.

Właśnie dlatego tak bardzo ucieszyłem się, że Aleksandra zaczęła pisać. Wyrywając się ze schematu swego pokolenia i łamiąc zasady panującej mody stawia się na pewnego rodzaju marginesie. Ale dla mnie to jest margines arcyciekawy i budzący nadzieje na przyszłość. Jeśli tacy ludzie chcą się dzielić swoimi przemyśleniami to nie wszystko jeszcze stracone! Nawet jeśli u podstaw decyzji o założeniu bloga leży smutne stwierdzenie, że w realnym świecie nie ma z kim o tym wszystkim pogadać, bo niewielu jest w stanie zrozumieć (a jeszcze mniej sensownie odpowiedzieć). Nawet jeśli to pisanie wynika ze wściekłości na ludzi-manekinów, na świat wypełniony równie pustym co wymuszonym uśmiechem, to i tak warto!  Aleksandro – pisz! Pisz, bo akurat Ty naprawdę masz coś do powiedzenia.

 

 

środa, 13 kwietnia 2011, andreas_faust

Polecane wpisy