Blog założył i prowadzi Andreas Faust w celu znalezienia ujścia dla swej pasji grafomaństwa.
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 71, w którym są pornosy i kryzys.

Z każdej możliwej strony atakowani jesteśmy wiadomościami o światowym kryzysie. Początek roku 2012 przyniósł nieustający ciąg spekulacji na temat tego, czy wszystko się już zupełnie rozleci, czy też może jeszcze nie? Media żyły prognozami, zapowiedziami i analizami. Gadające głowy wieszczyły i wróżyły z fusów, bo prawdę mówić nikt nie potrafił powiedzieć niczego konkretnego.

Najbardziej zdesperowani sięgnęli po badania opinii publicznej. Oczywiście w naszym kraju też przepytano Polaków na okoliczność kryzysu. I cóż takiego orzekła większość narodu? Otóż, zdecydowana większość stwierdziła, że nas ten kryzys nie dotyczy i wyjdziemy z niego obronną ręką. Około osiemdziesięciu procent moich rodaków śmieje się z kryzysu i zwyczajnie w niego nie wierzy.

Przyznam, że byłem tym odkryciem wielce zdziwiony i zupełnie na przekór rozpocząłem poszukiwania dowodów na to, że kryzys już jest. Po przekopaniu najróżniejszych serwisów i portali okazało się, że w Polsce, albo kryzys jest permanentny (i wszyscy już się przyzwyczaili), albo też jesteśmy ciągle w fazie przejściowej transformacji i nas się te wszystkie mechanizmy wielkiego kapitalizmu nie imają. Przekładając to na ludzki język – jeśli ktoś jest emerytem żyjącym za 700zł to nie zauważy, czy dotarła do nas enta fala kryzysu. Taki człowiek jest już do tego stopnia przyzwyczajony do ekstremalnego survivalu, że dla niego kolejna podwyżka niczego nie zmienia. Z drugiej strony w wyniku prywatyzacji i wdrażania innych pomysłów transformacyjnych pozbyliśmy się właściwie całego przemysłu polskiego, więc gdzie ten kryzys możemy odczuć? Młodzi Polacy pracujący w Anglii, czy innych krajach zachodnich są tak konkurencyjni, że będą pewnie w ostatniej kolejności do zwolnienia. A tu w kraju każdy cieszy się mają byle gównianą pracę, więc pracownicy godzą się na wszystko zaś pracodawcy zacierają ręce.

Ale, ale! Na pewnym portalu znalazłem informacje o branży, która właśnie przezywa kryzys i to na całym świecie. Nie wierzycie? A jednak! Poczytałem trochę informacji o tym co dzieje się obecnie w przemyśle pornograficznym i sam nie mogłem w to uwierzyć, ale ów przeżywa właśnie kryzys! Można śmiało powiedzieć, że to wszystko przez facetów, bo to oni są w głównej mierze odbiorcami pornografii.

Okazało się, że panowie nie chcą już oglądać wszystkich tych przepięknych, przecudownych i iście bajkowych gwiazd filmowych. Dość mają idealnych figur, imponujących rozmiarów biustów i wspaniale wyrzeźbionych ud. Panowie chcą czegoś innego, a mianowicie amatorek. Serwisy internetowe oferujące filmy i obrazki amatorskie biją podobno rekordy popularności, a właściciele innych rwą włosy z głowy. Stało się coś niesamowitego, bo odbiorcy chcą oglądać statystyczne, zupełnie normalne panie, które śmiało można określić mianem naturalnych, a czasem wręcz do bólu przeciętnych. Nie mają sztucznych biustów, nadmuchanych botoksem ust i sylwetek godnych laki Barbie. Mają za to aparaty fotograficzne i kamery, więc utrwalają swoje wdzięki by później sprzedać materiał do różnego rodzaju portali. Ba! Część tych zdjęć i filmów jest całkowicie darmowa, bo „wycieka” z serwisów społecznościowych oraz randkowych, które podobne przepełnione są tego typu amatorską twórczością. Trudno się więc dziwić, że wszystkie te domorosłe gwiazdy doprowadziły przemysł pornograficzny do poważnego kryzysu! Ilość wygrała z jakością? Chyba nie do końca, ale o tym będzie później. Na razie ustalmy, że taka jest moda, czy też ujmując to lepiej – ogólny trend.

Zapewne sprytni kapitaliści i ten trend w końcu wyzyskają do uzyskania potężnych dochodów, więc nie ma co załamywać rąk. Już teraz pewnie trwają wśród tych naturalnych talentów castingi i profesjonalne firmy będą kręcić filmy obsadzając w rolach głównych kogoś, kto być może jest naszą sąsiadką, czy sprzedawczynią w pobliskim sklepie. Nie zmienia to jednak faktu, że (przynajmniej na razie) mija czas mody na boskie ciała i ekstremalny profesjonalizm łóżkowy, jaki prezentowały znane w branży gwiazdy.

Pewną ponurą ciekawostką związaną z tym tematem jest skandal jaki miał miejsce w Brazylii. Podczas kolejnej wersji realisty show, takiego brazylijskiego Wielkiego Brata, doszło do zgwałcenia jednej z uczestniczek. Okoliczności tego zajścia są dość dziwaczne, bo cała ekipa uczestników doskonale bawiła się na zakrapianej alkoholem imprezie. Jedna z pań była tak hymmm… zmęczona… zabawą, że poszła spać, a spała jak kamień. Wtedy to jej podstępny kolega niecnie wykorzystał nieprzytomną. Wszystko to oczywiście nagrywały kamery, a na drugi dzień zrobił się ogromny medialny szum. We wszystko wmieszała się policja, która zagroziła podstępnemu miłośnikowi erotycznych wrażeń oskarżeniem o najzwyklejszy gwałt. Sprawa stała się głośna, a to z kolei spowodowało, że oglądalność podskoczyła pod niebiosa.

Tak oto seks uprawiany pod okiem noktowizyjnych kamer, nakryty kołdrą i zalany alkoholem do nieprzytomności okazał się dla widowni super ekstra mega atrakcyjny. Zapewne na telewizyjnych obrazkach widać było jeszcze mniej niż podczas słynnej polskiej sceny z udziałem Frytki i Kena w żałosnej wannie. A przecież żadna profesjonalna produkcja pornograficzna nie mogłaby pokonać takiego amatorskiego badziewia pod względem oglądalności oraz wywołanej burzy medialnej! Cholera, czy to wszystko nie jest pozbawione jakiejś podstawowej logiki? Mniejsza z tym. Wróćmy do kryzysu światowego.

Otóż, wedle statystyk, które znalazłem w sieci, w samym tylko Los Angeles produkuje się rocznie około 11 000 filmów pornograficznych. Trudno mi było znaleźć jakąś kwotę, która stanowiłaby podliczony roczny dochód branży pornograficznej. Właściwie są to czyste spekulacje, ale sumy iście kosmiczne. W samych Stanach Zjednoczonych zysk z dystrybucji filmów to około 15 miliardów dolarów rocznie. Podobno w skali świata może to być około 97 miliardów dolarów, zaś w samych Chinach 27 miliardów dolców. A jak na tym tle wypada Polska? Otóż, wypada bardzo, bardzo dobrze, choć nasi producenci za żądne skarby świata nie chcą przyznać się do konkretnych kwot. Za to z dumą przyznają, że nasze filmy doskonale sprzedają się na Zachodzie. A dlaczego? Ano, podobno jesteśmy istnym… hymmm… jak by to ująć… zagłębiem amatorek! I właśnie teraz trafiliśmy w sam środek mody na tego typu rozrywkę!

Słowem, zaryzykowałbym tezę, że doskonałym wskaźnikiem tego, czy w Polsce jest kryzys, czy go nie ma, powinna być kondycja naszej rodzimej branży porno. Obecnie ma się ona bardzo dobrze i koresponduje to z wynikami sondaży, w których Polscy nie boją się kryzysu. To zupełnie odwrotnie niż np. w USA, gdzie przemysł pornograficzny przeżywa załamanie a społeczeństwo oczekuje jakiegoś ogromnego krachu gospodarczego. Swoją tezę oddaję za darmo dla dobra naszego społeczeństwa. Wszystko to po to, aby nasi „dziennikarze” nie musieli męczyć się i pocić nad pytaniami o przyszłość. Nie trzeba już wróżyć z fusów i ślęczeć nad setkami tekstów prasowych, które kopiują te same komunały. Wystarczy sprawdzić jak się mają nasze rodzimy firmy pornograficzne i już mamy wszelkie dane!

Ten nowy i jakże ciekawy barometr gospodarczy uważam za swój skromny wkład w rozwój analizy ekonomicznej. Nie dziękujcie panie i panowie z mediów i biznesowych organizacji. Jestem tu po to by wam pomagać! No, dobra. Po prostu miałem już dość tej pustej gadaniny jaką uskuteczniacie od roku.

 

czwartek, 19 stycznia 2012, andreas_faust

Polecane wpisy