Blog założył i prowadzi Andreas Faust w celu znalezienia ujścia dla swej pasji grafomaństwa.
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 72, w którym moja zona ogląda seriale a Hołdys znika z Internetu.

Tak, wiem doskonale, że wszyscy już pewnie macie powyżej uszu szumu wokół ACTA. Ja też dostaję torsji, gdy widzę gadające głowy, które tłumaczą mi dlaczego dokument trzeba było podpisać lub czemu należało go wyrzucić do kosza. Swoje zdanie mam już wyrobione, bo przeczytałem na ten temat to co chciałem i co uważałem za rozsądne. Dlatego nie będę męczył Drogich Czytelników tym, co każdy może sobie znaleźć w mediach. Skupię się jedynie na wątku pobocznym, który pojawił się całkiem niedawno.

Stało się tak, że znany w Polsce Pan Zbigniew Hołdys, wykazując swoją znaną (choć wybiórczą) bezkompromisowość stanął po stronie praw autorskich i ich bezwzględnej ochrony. Skutkowało to tym, że w Internecie wylano na artystę taką balię pomyj, że aż biedak musiał zamknąć stronę na znanym portalu społecznościowym. W sieci pojawiały się bardzo dosadne komentarze, wulgarne przeróbki zdjęć i chamskie wyzwiska. Generalnie szambo i to wymieszane z najgorszym błotem z samego dna polskiego bagna.

Nie będę ukrywał, że Pana Hołdysa niebyt lubię i zwykle się z nim nie zgadzam. Ale w tym konkretnym przypadku przychodzi mi (z wielkim trudem) stanąć po jego stronie, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Tak się bowiem składa, że moja żona jest miłośniczką seriali. Od razu doprecyzuję, że nie chodzi o jakieś gnioty dla bezmózgowców, ale dobre filmy w rodzaju „Deadwood”, „Rzym” „Jericho”, czy „Dextera”, „Prawdziwej krwi” i Dynastii Tudorów”. Mam to ogromne szczęście, że moją żoną jest kobieta, która z daleka omija polskie produkcje i ich południowoamerykańskie odpowiedniki. Dzięki Wam Bogowie!!!

Co jakiś czas, z wielką radością, kupuję kolejny sezon serialu by podarować go mojej ślubnej. Tyle tylko, że zwykle kończy się to w jeden sposób. Po prostu po dwóch, trzech sezonach nie pojawia się już w sklepach kolejny. Powód? Dystrybutor ma poważne wątpliwości, czy zarobiłby na sprzedaży płyt DVD skoro film już od roku jest dostępny w Internecie. Najróżniejsze sprytne serwisy oferują cały serial z polskimi napisami. Można go obejrzeć w Internecie bądź też ściągnąć sobie na domowy komputer. W efekcie pewnie nie doczekam się w Polsce pakietu zawierającego trzeci sezon „Deadwood”. Jak będzie w przypadku innych tytułów? Diabli wiedzą...

I w tej kwestii zgadzam się z Panem Hołdysem, bo piractwo niszczy rynek. Powszechne tolerowanie tegoż piractwa niszczy zaś w ludziach chęć do uczciwego kupienia filmu w sklepie. Ale w tym miejscu muszę przejść do moich zastrzeżeń, a przede wszystkim kwestii ceny towaru.

Otóż, wchodzący na rynek pierwszy sezon danego serialu kosztuje zwykle 150-200 zł. Dodajmy, że serial wydawany w Polsce nie jest zwykle żadną nowością i często już dawano pokazały go stacje telewizyjne – nawet te najzwyklejsze, polskojęzyczne. Pan Zbigniew Hołdys wychodzi z założenia, że twórca musi zarobić i ja się z tym twierdzeniem zgadam. Ale niech mi ktoś wyjaśni, jak to jest, że ten sam serial może być po roku dostępny za 69 zł? Albo też dokładany jest do ogólnopolskiego dziennika w zawrotnej cenie 6-8 zł?

Wiem, że niektórzy powiedzą, iż chodzi tu o marże pośredników, liczbę nakładu (w przypadku płyt dokładanych do gazet) itp. itd. Ale ja na to mogę odpowiedzieć tylko tyle – skoro rynek robi z konsumenta barana, to z czasem konsument zaczyna oszukiwać rynek. Pan Hołdys powinien pamiętać o jednej prostej zasadzie: dajemy się oszukać raz lub dwa razy. Jeśli dajemy się oszukać trzeci, to zwykle oznacza to, że jesteśmy po prostu głupi. A czy ja nie czuję się oszukany kupując pierwszy sezon serialu za cenę 150-200zł, aby później, czyli za kilka miesięcy, zobaczyć go z naklejką 69 zł? Czy nie czuję się oszukany kupując serial, którego kolejne sezony nigdy nie zostaną w Polsce wydane? Czy nie czuję się ostatnim frajerem widząc, że gazeta serwuje serial po 8 zł?

Dlatego też pozostaje mi przyznać Panu Hołdysowi rację w jego walce o prawa autorów, ale jednocześnie zapytam o to, kto ma zacząć walczyć o prawa uczciwych (podkreślam UCZCIWYCH) konsumentów dzieł tychże autorów? Na razie jakoś nie widzę nikogo, kto robiłby to rozsądnie. Pomijam tu bowiem wszelkie pomysły w rodzaju powoływania partii piratów, czy ataków na rządowe komputery. Dla mnie to jest zupełnie inna bajka i temat na inny rozdział. Chciałbym jednak, aby ludzi tacy jak Pan Zbigniew Hołdys jednym tchem mówili o obronie praw twórców i uczciwym traktowaniu odbiorców-nabywców dzieł wytworzonych. Z niecierpliwością czekam na chwilę, w której usłyszę (bądź przeczytam) taką wypowiedź Pana Hołdysa. Ale wydaje mi się, że przędzie doczekam się trzeciego sezonu serialu „Deadwood” wydanego na polski rynek.

 

piątek, 27 stycznia 2012, andreas_faust

Polecane wpisy